Historia dziesięciogroszówki z 1923

Podczas gdy Mennica Polska dopiero przygotowywała się od swojego ponownego uruchomienia w roku 1923, w innych krajach Europy mennice doskonale sobie radziły. Wraz z powtórnym otwarciem warszawskiej firmy wzrosło zapotrzebowanie na monety niklowe, jednak nasza rodzima mennica nie była odpowiednio wyposażona – do bicia monet niklowych konieczne było posiadanie specjalnej maszyny, której nasi rodacy niestety nie mieli. W związku z tym poproszono o pomoc następujące mennice: Huguenin Frs z siedzibą w le Locle w Szwajcarii, S’Rijks Munt z siedzibą w Utrechcie w Holandii oraz Hauptmuznamt z siedzibą w Wiedniu w Austrii. Kontrahenci doskonale wywiązywali się ze swoich umów, o czym świadczyła nie tylko terminowość, ale również jakość wykonywanych przez nich produktów.
Pragnąłbym się skupić na monecie o nominale dziesięciu groszy, która bita była tylko i wyłącznie w szwajcarskiej mennicy. Zawsze uważano, że jest to jedna z niewielu monet, która nie ma swojego odpowiednika w postaci innego wariantu, ale niedawno okazało się, że taki tok myślenia może być błędny. Pewien użytkownik Cafe Allegro zauważył, że są dwie wersje tej monety, ale na tyle sobie bliskie pod względem wyglądu zewnętrznego, że rzeczywiście trudno tutaj jednoznacznie stwierdzić, kto ma rację.
Użytkownik ten napisał, że rewers tej wersji dziesięciogroszówki jest prawdopodobnie niezmieniony, ale za to awers posiada rysunek o mniejszej średnicy. Czy jednak można od razu wykluczyć możliwość taką, że jest to złudzenie wywołane przez drobne przesunięcia stempli? Okazuje się, że jak najbardziej tak, gdyż jeśli zmierzymy odległość pomiędzy osią symetrii orła a zewnętrznym obiegiem legendy, to będziemy w stanie dostrzec przedstawione przed momentem różnice.
Skoro mogłaby istnieć wersja dziesięciogroszówki ze zmienionym awersem, ale niezmienionym rewersem, to dlaczego nie mógłby istnieć wariant odwrotny – ze zmienionym rewersem, ale z nietkniętym awersem? Są ludzie, którzy wierzą, że taką monetę można gdzieś znaleźć, ale póki co są to tylko niepoparte żadnymi dowodami domysły.
W pracy doktora Władysława Terleckiego, szanowanego numizmatyka, zawarta została informacja, jakoby w roku 1935 niklowe dziesięciogroszówki zostały wyprodukowane w ilości jednego miliona, a w roku 1936 w ilości ośmiokrotnie wyższej (takowa informacja znajduje się w tablicy numer dwadzieścia jeden dołączonej do „Mennicy Warszawskiej”). Podane liczby zostały uwzględnione w podsumowaniu liczby wszystkich monet wykonanych w rodzimej mennicy, co rzuca jednoznaczne światło na fakt, że nie są to monety próbne. Zastanawiające jest jednakże to, iż w samej treści książki nie ma ani pół zdania mówiącego o tych dziesięciogroszówkach.
Reasumując, owa moneta na polskich aukcjach od czasu do czasu się pojawia, a jej cena nie należy do najwyższych w porównaniu do wielu innych monet z tamtego okresu. Dzieje się tak za sprawą tego, że oficjalnie istnieje tylko jeden wariant niklowej dziesięciogroszówki z 1923 roku. Uważam, że kolekcjonerzy mogliby trzymać rękę na pulsie, ponieważ kwestia istnienia drugiej wersji pozostaje do dnia dzisiejszego otwarta. Może to być jeden z najłatwiejszych sposobów na zdobycie za grosze czegoś, co byłoby warte znacznie, ale to naprawdę znacznie więcej.


 
 
 

Dodaj komentarz